Obraz, tak naprawde składa się z wielu zachodów słońca i można go zawiesić na ścianie głową w dół. Zachody słońca przecinają się na płaszczyźnie dnia i nocy, w lini budynków, oraz w lini horyzontu. W centralnej części, znajduje się słońce, epicentrum naszego świata. Z dolnej części odchodzi linia budynków, są to uproszczone drapacze chmur, które w oddaleniu stały się małymi kolorowymi bloczkami. Budynki posiadją swoje lustrzane odbicie, które jest podobne, ale nie takie samo. Jest to metafora nawiązująca do nietrwałości, ulotności i przemijania, nic co jest teraz nie jest teraz, jest już przeszłością.
Po prawej stronie, znajdują się dwa trókjąty, przedzielone linią błękitu, masztem, umieszczone na podstawie czerwonego zakrzywionego prostokąta. Przedmiot ten to łódka, jest abstrakcyjną wizją mojej łódki oraz żeglowania w błękicie nieba, znak wolności który jest w dzisiejszych czasch nam tak bardzo obcy, ze względu na uzależnienie od urządzeń różnego rodzaju, ludzi, maszyn, itp.
Na obrazie można zauważyć wiele płaszczyzn, które się przenikają, coś co jest zachodem, może być wschodem, a coś co jest domem, może być muszlą z morza...Dajmy się ponieść wyobraźni i odpłyńmy..:) Cały obraz jest namalowana w konwencji witrażowej, jak jego poprzednik 'Londyn'. Widz patrząc na obraz w zamkniętym pomieszczeniu, ma wrażenie, jakby patrzał na zachod słońca oraz na okno do wolności...

No comments:
Post a Comment